Niepojęta szczęśliwość

My już wyszliśmy z czasów cienia i nie działamy
już według cienia, ale zwróciliśmy się do Pana,
„który jest duchem; gdzie zaś jest Duch Pański,  
tam jest wolność”                                                   
                                                         św. Atanazy

I. Nie wiem, co rozbrzmiewa w ludzkich sercach po usłyszeniu orędzie światła, kiedy powoli zaczynają one odczuwać ciepło świtu zmartwychwstania? Ale na pewno wszyscy, którzy przeżywamy tę liturgię, gdziekolwiek są i w sposób, jaki jest im dostępny, mogą z głębi ducha zawołać, że życie jest silniejsze niż śmierć, i że nie zostali rzuceni na łup złowrogich sił, nad którymi nikt nie jest w stanie zapanować. Tym dającym nadzieję przekonaniem, głęboko zresztą zakorzenionym w naszej codzienności, powinniśmy się wzajemnie obdarowywać, by móc w miarę normalnie żyć. Ono nie oddali oczywiście grozy pandemii, która, jak czytamy w psalmie 91, chodzi w ciemności, ale może nasze ciało i naszego ducha umocnić. Może sprawić, że porzucimy to wszystko, co nas z różnych powodów dzieli i postanowimy uznać (w jakiejś moralnej szczerości), że drugi człowiek jest w każdej sytuacji naszym sprzymierzeńcem w budowaniu społecznej i religijnej wspólnoty. Człowiek wszak, każdy człowiek, za Bożą sprawą, pozostaje osobą godną miłości, a przynajmniej autentycznego szacunku. A to już niemało, doprawdy niemało.

I jeżeli dodamy do tego zasadniczy fakt, że wyszliśmy z rąk Stwórcy i że staramy się (także dzięki Jego życzliwości) niczym  nie osłabiać katolickiej wiary – wówczas możemy uznać się za ludzi szczęśliwych, co nie oznacza pozbawionych grzechów czy problemów wynikających z naszych ludzkich ograniczeń. Szczęśliwych z powodów najpoważniejszych z poważnych. Oto tylko my, chrześcijanie, odważamy się twierdzić i żyć w blasku tego wydarzenia, że narodzony pośród nas Jezus z Nazaretu, to Bóg i człowiek zarazem i że On właśnie uwolnił świat z grzesznej materii życia, choć samo istnienie nie jest grzeszne; jest darem nad darami, czymś najgłębiej w nas intymnym, dzięki czemu możemy uczestniczyć w triadzie prawdy, dobra i piękna, dostrzeżonej już, jak wiemy, przez greckie doświadczenie intelektualne. Czy może być coś bardziej piorunującego, budzącego ze zwykłej ospałości i często wygodnego stylu bycia?

II. Naturalnie, nikt nikogo nie powinien zmuszać do przyjmowania chrześcijańskiej wizji świata i chrześcijańskiego królestwa, którym jest sam Chrystus. Więź człowieka z Bogiem musi się zrodzić i później wciąż odnawiać w przestrzeni wolności, będącej nie tyle samowolą, ile raczej zgodą na przyjęcie pełnej prawdy o człowieku, a ta wiąże się z Bogiem, jego miłością i zbawczym cierpieniem. Kto tego nie akceptuje, sytuuje się od razu – świadomie i dobrowolnie – poza obszarem tego, co święte, zarezerwowane samemu Stwórcy. Ufam jednak że Boża łaskawość nie zna granic i obejmuje całość kosmicznego uniwersum. Misja Jezusa miała na celu odjęcie od nas śmierci, bezsensu i nieszczęścia, ale przecież nie wbrew naszej woli.

Całość tekstu na stronie: recogito. Zachęcamy do lektury.